Błędne koło

Zawiesiłem się w sytuacji z której jest mi trudno się teraz wygrzebać. Krążę w kółko, żeby żyć normalnie powinienem przerwać tą pętlę przyczynowo-skutkową, pewna paranoja tej sytuacji polega na tym że im bardziej chcę żyć normalnie tym głębiej sięgam tej spirali bez końca.

Na początku mam wywoływacz, silny ból głowy, całego czoła, tylnej części. Tramadol nie daje rady z tym bólem, kodeina i dyhydrokodeina znosi go w 80%. Ból ten choć nie jest bólem klasterowym, jest chyba bardziej męczący. Od tego bólu do bólu migrenowego już tylko kroczek maleńki, a migrena natomiast jest jednym z zawsze działających wywoływaczy. Zaczyna się strach, raczej niepokój, obawy, oczekiwanie, wewnętrzne napięcie, nerwowa sytuacja. Nerw jaki na tym etapie błędnego koła we mnie siedzi, jest jak wrzątek, gotuje moją psychikę, drażni mnie fizycznie, przyciemnia obraz. Jestem o nieustaloną chwilę przed atakiem, chujowa sprawa i nerwowa. Wiedząc że nerwowa raczej tylko pomoże przywołać klaster łapię się kodeiny garściami by osłabić ból ten zwyczajny, by tylko go odsunąć, im dalej od mego oka tym mniejsze ryzyko ataku. Pomaga niestety tylko na krótkim dystansie, od kilku godzin do maksymalnie 4 dni. Jednym ze skutków ubocznych stosowania opiatów jest ból głowy i ataki migreny. Biorąc dyhydrokodeinę w ilościach wręcz narkotycznych zapewniam sobie ataki, wiem że to idiotyzm, lecz czasem warto mieć spokój przez kilka dni i wrócić na ten czas do życia.

Zaczyna się, migrena, nic już nie działa, żaden środek przeciwbólowy, już wiem że zaczyna się bajzel, że klaster przejmuje kontrolę. Do łask wraca sumatriptan, na migrenę ale jeszcze przed atakiem połykam 100mg, cisza przez 4 godziny, po nich padam na podłogę, qrewski atak. Na szczęście mam zapas zastrzyków sumatriptanu 6mg, wstrzeliwuję jeden w ramię, 10 może 12 minut i atak przerwany, lub nie, wówczas kolejny zastrzyk pół godziny po pierwszym. Gdy z głowy ujdzie wszelki ból klasterowy, gdy rozpłyną się migreny, gdy przychodzi wręcz ekstaza normalności, połykam kolejne 100mg sumatriptanu, tak zabezpieczony jestem na 8 do 10 godzin. Ze snu wyrywa mnie tuż przed świtem atak, tlen w pierwszej kolejności, podczas inhalacji ocena sytuacji, oszacowanie jakości klastera, mentalne obmacanie oka, sięgnięcie w głąb. Już wiem że do wyjścia do pracy zadziałają tabletki, połykam 100mg sumatriptanu, tlen wyciszył klastera, zasypiam ponownie, Wstaję, od razu połykam kolejne 100mg, tak by tylko się zabezpieczyć, by dać rade dzisiaj, by dotrzeć do pracy. Niepokój i niepewność, niepewność i niepokój, dam radę dzisiaj czy nie, klaster zaczyna ściskać gałkę oczną. Qrwa!!! jak ja bardzo nienawidzę tej przypadłości. Ubieram buty, oko od pół godziny tak samo, więc nie jest aż tak źle. Otwieram drzwi i padam na podłogę, dopadł mnie. Zastrzyk i tlen, tlen jeśli się do niego doczołgam. Atak nie został w pełni przerwany lecz wyciszony tylko, następne 100mg lub nawet 150 doustnie, po 2 godzinach głowa czysta, nie wiadomo na jak długo. Każde ukłucie, tąpnięcie, szarpnięcie, owocuje kolejnym zastrzykiem i tabletkami, tak jadę kilka dni, nawet udaje mi się pracować. Dziękuję rzeczysamej za darmowe zastrzyki, nie wyobrażam sobie jak bym sobie poradził bez sumatriptanu. Żadnych opiatów nie biorę, nie pomagają, nawet nie uszczkną klastera.

Zapodaję dawki sumatriptanu które normalnie starczyłyby na 3 dni, klaster się uodparnia jakoś, muszę brać więcej sumatriptanu, muszę żyć, muszę przynajmniej udawać że daję rady. Ilość ataków wzrasta, co 3 dzień biegam do przychodni z powtórną receptą, nawet nie muszę za bardzo tłumaczyć, czytają z mojej sponiewieranej bólem twarzy. Pierwszy normalny ból głowy, przychodzi zaraz po tym gdy sumatriptan zrobi swoje, zajebiście ironiczna sytuacja, z ataku w ból głowy, jednakże paracetamol unicestwia tego zwyczajnego szmatławca bóla. Ból głowy przychodzi już po każdym zastrzyku, rozpuszczalny paracetamol z kodeiną nie przynoszą ulgi, sięgam po 4 tabletki dyhydrokodeiny, ból odchodzi, lecz nie zawsze zabiera ze sobą klastera. Ataki uodporniają się na sumatriptan, czasem 4 zastrzyki dziennie i nawet 600mg doustnie, to powoduje coraz silniejsze bóle głowy, na szczęście kilka tabletek tramadolu i kilka dyhydrokodeiny przynoszą prawie ulgę. Seria ataków kończy się po kilku dniach, ból głowy przechodzi w migreny, na razie jeszcze tramadol, końska dawka i jakoś przelecę nad problemem, Wiem że muszę oczyścić się z sumatriptanu, czuję to, nie ma ataków więc chyba się uda, jednak migrena jest wywoływaczem, qrwa, qrwa, qrwa!!! Opiaty już nie przynoszą ulgi, cienie są już nawet nachalne, lęk przed atakiem, do łask wraca sumatriptan. Błędne koło, nie wiem jak to przerwać.

Mój klaster – kolejne niepowodzenie

Pregabalin

Dzisiaj mój lekarz stwierdził że muszę odstawić prebabalinę, brałem ją około dwóch miesięcy w dawce 600mg. Leczenie nie przyniosło oczekiwanego efektu, jedyny plus to skreślenie z listy podejrzanych kolejnego rodzaju bólu głowy który można pomylić z KBG. Mam się spodziewać nieprzyjemnych skutków odstawiennych, które mogą mnie nękać do 10 dni, nie jest aż tak źle.

Prace ruszyły

Zacząłem nareszcie prace nad blogiem. Na samym początku postaram się uzupełnić informacje dotyczące mojego klasterowego bólu głowy. Zmieniłem nieco podejście do blogowania samego w sobie. Na początku wydawało mi się że mam coś ciekawego do powiedzenia, jednakże znalazłem setki stron które też są ciekawe a może nawet ciekawsze od tego co mam do powiedzenia. Następnie pomyślałem sobie że zachwycę świat swoimi fotografiami, i w tym temacie znalazłem tysiące chyba stron fotografów którym nawet do pięt nie dorastam. Jest jednak coś co mogę powiedzieć tym którzy tych słów potrzebują, jest coś co łączy mnie w szczególny sposób z tysiącami ludzi na całym świecie, coś co jest moim życiem i jednocześnie częścią życia innych, tym czymś jest klasterowy ból głowy. Szerzenie wiedzy o tej przypadłości jest teraz celem podstawowym tego bloga.