Sezon klasterowy – lecz na moje nieszczęście (już prawie) w pełni.

Tak właśnie, jest już niemiło. On jest ze mną codziennie, atakuje po kilka razy w ciągu doby, czuję że się rozkręca. Dam mu radę, jak zawsze, lecz już wiem że niejedną łzę uronię tej wiosny. Zacząłem na nowo paranoję tabletkową, wpadam z jednej skrajności w następną i tak w kółko. Na ból właściwy klasterowy zapodaję sumatriptan, lecz że częściej go teraz stosuję to wywołuje on bóle głowy, co zresztą jest typowe przy codziennym jego braniu. Na te bóle zarzucam kodeinę z paracetamolem 30/500. Dlaczego paracetamol? Pomaga on mi w tej mieszance nie przesadzić z kodeiną, która choć skuteczna to najmniej odpowiednia w tej sytuacji gdyż wywołuje migreny. Przyjmowanie z paracetamolem powoduje że staram się trzymać dobowej dawki paracetamolu, zatrułem się tym gównem już dwa razy i więcej nie pragnę. Więc zapodaję (tylko) podwójną  dozwoloną dawkę tej mieszanki co odpowiada maksymalnie 120mg kodeiny co 4 godziny. Jeśli pociągnę to dłużej jak 12 godzin to pewna jest migrena, ta znowu sama w sobie jest okropna a i wylęgarnią klasterów jest. Więc sięgam po kolejną dawkę sumatriptanu, ten że często brany wywołuje ból głowy, znowu kodeina i znowu to samo i znowu i znowu i znowu. Kurwa! Nie mam siły zmierzyć się z tym czoło w czoło, ból oka i ból głowy gdy są nieustępliwe, wykańczają psychicznie. Próbując walczyć z tym wpycham się sam w otchłań bólu nieprzerwanego. Chwile uśnieżenia są dosłownie chwilami, czasem trwają tylko pół godziny, po nich ból nawet do 5 godzin, i taka huśtawka, karuzela raczej non stop. Jedynym sposobem na przerwanie chociaż czasowe, kilku dniowe, jest albo wpakowanie się w ból z ryzykiem nawet na 10 punktów na okres około 12 godzin (zwyczajnie nie mam odwagi) albo tramadol. Tramadol po kilku dniach stosowania w dawkach które mi odpowiadają, przynosi niczym nieukojoną migrenę, często ponad 12 godzinną. Lecz te kilka dni “panowania” nad sytuacja często warte jest tego poświęcenia. Jest różnica spowodowana (raczej) melatoniną, tylko nie do końca wiem w czym ona tkwi. Ból jest tak samo silny ale lżejszy lub aż trudno w to uwierzyć ale milszy. Owszem bestia napierdala mnie obuchem siekiery jak dawniej lecz teraz chyba poprzez sosnowy kołek. Uderzenia powodują niemal identyczny ból, lecz mniejsze zniszczenia, dosłownie jakby pomiędzy źródłem bólu a gałką oczną coś było co troszkę kompensuje moc uderzenia. Mam nadzieję że to ta melatonina. Siadłem do pisania tego wpisu z lekkim bólem głowy, teraz już przymykam chwilami oko, czas na kolejną porcję sumatriptanu :-|, zapodam tym razem spray do nosa.

zapodałem, za 40 minut powinno zadziałać. Spray do nosa choć mało skuteczny, ma taką ciekawą właściwość oddziaływającą bezpośrednio na psychikę nieco ją uspokajając. Spraj zapodajesz po stronie bólu, bezpośrednio pod oko. Powoduje to wrażenie szybszego działania, choć nie trzeba być geniuszem by wiedzieć że to gówno prawda, nie ma różnicy w którą dziurkę psikniesz. Choć jest, faktycznie, należy psikać w tą bardziej otwartą, mniej zawaloną, co by wskazywało na wybór tej pod okiem niezaatakowanym. Ja osobiście przed zapodaniem spraju najpierw wpsikuję sobie zawsze xylometazolin, on otwiera nos i usuwa śluz zwiększając tym przyswojenie sumatriptanu ze spraju.

Ferma grzybów już w pełni skolonizowana, teraz czekam na owocniki, nie załatwi to problemu ale wyraźnie pomoże.

Życzę sobie i całej klasterowej rodzinie wytrwałości, do następnego.

Autor

Sebastian

Jestem klasterowiczem, zwyczajnym, jak tysiące nas wszystkich daję radę gdyż nie mam wyjścia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.